News

Politycy chcą zamrozić raty kredytów – Biznes




Glapiński i stopy cholernie daleko od OK.


Prezes Glapiński pytany na ostatniej konferencji o sytuację kredytobiorców powiedział: „Wzrost stóp nie powinien nikogo zaskoczyć, no nie wiem czy ktoś w ogóle mógł się spodziewać, że w nieskończoność stopy banku centralnego będą wynosiły 0,1 proc. To była szczególna sytuacja związana z przezwyciężeniem kryzysu covidowego. Nie oglądam telewizji, bo nie mam czasu, ale przelotnie widziałem nie na swoim telewizorze, jak w jednej z telewizji ktoś tam tłumaczył, że prezes NBP obiecywał, że kredyt będzie już zawsze taki tani. A teraz, prawda, biedni ludzie mają kredyt droższy. Oczywiście nikt czegoś takiego nie mógł obiecywać, bo nie wiemy jakie będą stopy procentowe za dwa lata czy za 3 lata. Tego nikt nie wie na świecie, znaczy pan Bóg wie, ale poza nim to nikt nie może tego wiedzieć”.


Łatwo sprawdzić co wcześniej mówił prezes Glapiński.


Forum Bankowe marzec 2019 r.: „Stopy procentowe mamy dodatnie i stabilne i nie zanosi się by się zmieniały do końca kadencji Rady Polityki Pieniężnej. Mamy opracowane narzędzia niestandardowe, ale nie zanosi się i nie widać perspektyw, i konieczności, by po nie sięgać. W przypadku dużego światowego kryzysu można by ich użyć”.


Konferencja prasowa po posiedzeniu RPP, listopad 2019: „Spodziewam się do końca mojej kadencji niezmienionych stóp procentowych i w tej chwili znajduję potwierdzenie dla tej mojej indywidualnej projekcji”.


Należący do NBP Obserwator finansowy, kwiecień 2021 r.: „Jak na razie, w obliczu kolejnej fali pandemii i przedłużonych restrykcji jesteśmy bardzo daleko od przegrzanej gospodarki. Jakby powiedział pewnie Tarantino, cytat z Pulp Fiction, >jesteśmy cholernie daleko od ok.< w gospodarce. (…) Odeszliśmy od retoryki sygnalizowania możliwości obniżki, ale ona nadal istnieje, ale jesteśmy bardzo, bardzo daleko od takiej sytuacji. Tak samo bardzo, bardzo daleko, jeszcze dalej jesteśmy od retoryki o podwyższaniu stóp, zacieśnianiu polityki pieniężnej. Sytuacja jest trudna do przewidzenia. Jeśli bym zaryzykował w swoim imieniu (…) to bym przewidywał, (…) że do końca kadencji RPP, to nie jest bardzo odległa perspektywa, stopy pozostaną na niezmienionym poziomie. To by było logiczne, chociaż inflacja może znaleźć się przejściowo powyżej górnego pasma z powodu (… ) szoków podażowych”.



Ekonomiści odradzają pomoc


Jaki wpływ na decyzje kredytobiorców miały zapewnienia prezesa? To wiedzą tylko sami zadłużeni. Pewne jest, że zaciągali kredyty nie bacząc na ostrzeżenia licznych ekonomistów, którzy przestrzegali, że zadłużający się ryzykują, że wpadną w poważne problemy, gdy stopy zaczną rosnąć. Teraz większość ekonomistów, z którymi rozmawiałem oficjalnie powtarza wykłady o ryzyku związanym z długoterminowymi, bo zaciąganymi często na 25 lat kredytami: – „Przecież to jest oczywiste, że tak jak kredyty frankowe obarczone są ryzykiem walutowym, tak te złotowe ryzykiem wzrostu stóp. Jak ktoś spłacał raty w przeliczeniu na franki, to powinien się liczyć z tym, że gdy złoty osłabnie będzie musiał oddawać bankowi coraz więcej pieniędzy. „Złotówkowicze” też powinni wiedzieć, że będą płacić coraz wyższe raty, gdy stopy procentowe wzrosną”.


Nieoficjalnie ekonomiści mówią w dosadnych słowach, że nie żal im osób, które nie bacząc na ostrzeżenia zadłużały się. Osiągały indywidualne zyski, gdy stopy były niskie, a teraz, gdy wzrosły pewnie chciałyby uwspólnić koszty.


Przypominają, że do pomocy zadłużonym specjalnie powołano Fundusz Wspierania Kredytobiorców, na którym banki odłożyły ok. 600 mln zł. O pomoc mogą się ubiegać osoby, którym raty kredytu pochłaniają ponad połowę miesięcznych dochodów lub zostaje im w kieszeni mniej niż 1552 zł. Oraz rodziny, gdy jedna z osób straci pracę, a po opłaceniu rat kredytu pozostaje nie więcej niż 1200 zł na osobę w gospodarstwie domowym. Wysokość wsparcia ustalana jest indywidualnie dla każdego kredytobiorcy, ale nie może przekraczać 2 tys. zł miesięcznie. Taką samą pożyczkę z Funduszu – 72 tys. zł – mogą dostać osoby, które zdecydują się na sprzedaż mieszkania, gdy jego wartość jest niższa od pozostałej do spłaty kwoty hipoteki.


Kredytobiorca dostaje dwa lata na uporządkowanie swojej sytuacji finansowej. Pożyczka z Funduszu jest nieoprocentowana i trzeba ją zwrócić w miesięcznych ratach 500 zł w ciągu 12 lat. Spłacający terminowo mogą liczyć na umorzenie ostatnich 44 rat (22 tys. zł.).


Zdaniem ekonomistów, z którymi rozmawiałem wsparcie Funduszu powinno wystarczyć i nie należy organizować dla „złotówkowiczów” żadnej systemowej pomocy.


Innego zdania są politycy.



Jak ulżyć kredytobiorcom


Opozycja wini prezesa Glapińskiego za wprowadzenie w błąd kredytobiorców i zgłaszają pomysły jak im pomóc.


Donald Tusk w wideo komentarzu zamieszczonym na Facebooku pokazywał zdjęcie ucieszonego prezesa NBP ze sztabą złota w ręku.


– Ma powód do radości, bo w minionym roku zarobił 1 mln zł i dał sobie jeszcze 600 tys. premii. Ale to pan prezes Adam „Drożyzna” Glapiński odpowiada za nieszczęście tysięcy polskich rodzin, bo to on odpowiada między innymi za stopy procentowe i za to jak wysokie raty kredytu płacicie – mówił szef PO Donald Tusk. – Zadowolone są także banki w Polsce w ciągu pierwszych dwóch miesięcy tego roku zysk netto osiągnęły rekordowy ponad 4 miliardy złotych 97 proc. więcej niż rok wcześniej. No ale w końcu jak, powiedział premier „Bankier” Morawiecki ludziom powinna wystarczyć miska ryżu, więc dla ludzi będzie miska ryżu, a dla nich będzie to złoto”.


Tusk pokazał pismo, jakie dostali z banku jego współpracownicy – rata ich kredytu wzrosła z 2400 zł pod koniec minionego roku do 3200 zł. Podobne komunikaty wysłane przez banki dotarły jego zdaniem do ponad 2 milionów rodzin w Polsce, które spłacają kredyt hipoteczny i dowiadują się, że będą płacili 400-700 zł więcej miesięcznie przy takiej drożyźnie. Zapowiedział, że PO złoży projekt ustawy, by zamrozić raty kredytu na poziomie z końca minionego roku. – Wtedy tego typu zawiadomienia będziecie mogli państwo wyrzucić do kosza – mówił Tusk, mnąc pismo z banku.


– Zakładamy zamrożenie na dwa lata rat na poziomie z grudnia 2021 r. Kredytobiorców ominęłyby więc skutki kilku najwyższych ostatnich podwyżek. Przepisy dotyczyć będą tylko tych osób, które spłacają kredyt na jedyne mieszkanie, które posiadają – mówi Izabela Leszczyna, która przygotowała projekt ustawy.


Młoda Lewica w swoim projekcie ustawy zakłada, żeby banki więcej wpłacały na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, zamiast 1 proc. kwoty udzielonych kredytów mieszkaniowych, których spłata jest opóźniona o 90 dni – 2,5 proc. A prawo do korzystania z pomocy Funduszu miałoby przysługiwać ludziom, którym miesięczne raty pochłaniają 30 proc. pensji. Ponadto osoby, które kupiły na kredyt pierwsze mieszkanie miałyby mieć zamrożoną na rok stawkę WIBOR na poziomie z 1 grudnia 2019 roku. WIBOR to oprocentowanie, po którym banki pożyczają sobie nawzajem pieniądze, to od wysokości tych trzymiesięcznych i sześciomiesięcznych pożyczek zależy wysokość oprocentowania kredytów hipotecznych. 1 grudnia WIBOR dla trzymiesięcznych pożyczek wynosił 2,11 proc., a dla sześciu miesięcy – 2,43 proc. Obecnie te stawki są ponad dwukrotnie wyższe: odpowiednio 5,26 proc. i 5,56 proc.


– Dzisiaj każde posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej to jest horror dla 2,5 miliona kredytobiorców, którzy nie wiedzą jakie będą decyzje, nie wiedzą o ile wzrosną raty ich kredytów, jak będzie wyglądała przyszłość – mówił poseł Nowej Lewicy Dariusz Wieczorek.


Gorączkowe poszukiwania pomysłu na ulżenie kredytobiorcom trwają także w rządzie.


Według informacji Business Insider polityczny spór toczą zwalczający się: premier Mateusz Morawiecki z wicepremierem Jackiem Sasinem. Rozważne są zmiany funkcjonowania Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, którym zarządza Bank Gospodarstwa Kredytowego.



Co dalej z frankiem i złotym


Blisko 4,2 mln osób zaciągnęło kredyty mieszkaniowe o równowartości 528 mld zł. To 71 proc. łącznego zadłużenia wszystkich Polaków. To są kredyty zarówno walutowe jak i złotowe.


Ekonomiści jak i politycy zgłaszający pomysły pomocy kredytobiorcom zwracają uwagę, że presję na podwyżki stóp mogłoby ograniczyć umocnienie złotego. Wystarczy zakończyć spór o praworządność z Unią i odblokować dostęp do miliardów euro z Krajowego Planu Odbudowy. Poza oczywistym wsparciem finansowym dla gospodarki przyniosłoby to ulgę spłacającym kredyty walutowe, bo złoty by się umocnił. Odczuliby to również „złotówkowicze”, bo osłabłaby presja inflacyjna i konieczność kolejnych podwyżek stóp NBP.


Prezes Gapiński na ostatniej konferencji powiedział, że nie potrzebujemy unijnych funduszy. Oczekujemy jedynie finansowego wsparcia dla uchodźców z Ukrainy, Turcja dostawała je kiedyś z Unii, gdy przyjmowała uciekających przed wojną z Syrii.


Poza tym przekonywał, że nasza gospodarka jest w bardzo dobrym stanie, mamy najlepszy rząd, optymalną politykę NBP i inflacja wynosiłaby w Polsce ok. 6 proc., gdyby nie wojna w Ukrainie.


Pytany o sytuację kredytobiorców mówił: „mamy odpowiednie zasoby badawcze i analityczne i śledzimy ich sytuację. Kontaktujemy się z Komisją Nadzoru Finansowego. W tej chwili nie obserwujemy żadnego niepokojącego wzrostu kredytów trudnych do spłacenia. Natomiast rząd z drugiej strojny, ale nie chcę mówić za rząd, przecież jest uruchomiony Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, tam jest coś tam pod 1 mld zł i on ma być jakoś zdaje się wzmocniony. To jest jakby kwestia innych instytucji, że są kredytobiorcy w szczególnej sytuacji jak i ich rodziny, ale to nie jest odpowiedzialność Narodowego Banku Polskiego”.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close