News

Łukasz Piebiak szukał haków na sędziów w zielonych teczkach. Wskazywał „szkodników” – Polityka



Czytaj też: Dziwne losy śledztwa ws. hejterskiej grupy „Kasta”. Prokuratura nie spieszy się z jej wyjaśnieniem


Nowe dowody, do których dotarli dziennikarze Onetu i OKO.press wskazują, że były wiceminister nie tylko koordynował akcję hejtowania sędziów, ale również udostępniał osobom postronnym wewnętrzne, służbowe dokumenty ministerstwa, w których były informacje personalne dotyczące sędziów. Wgląd do nich powinno mieć wyłącznie kierownictwo resortu, jego służby kadrowe lub w drodze wyjątku główni rzecznicy dyscyplinarni. Dokumenty te były nazywane „zielonymi teczkami” i służyły do niszczenia niepokornych sędziów, którzy sprzeciwiali się ingerencji PiS w praworządność.



„Zielone teczki”, czyli haki na sędziów


Dostępu do tych „zielonych teczek” Piebiak miał udzielić sędziemu Arkadiuszowi Cichockiemu, choć ten nie miał prawa, by te materiały przeglądać. – Tyle że stawką i celem było tu znalezienie „haków” na konkretnego, wskazanego z nazwiska sędziego – podkreśla w rozmowie z Onetem i OKO.press sędzia Tomasz Szmydt.


– Chodzi głównie o dokumentację służbową każdego z sędziów, którą dysponuje Ministerstwo Sprawiedliwości. W ministerstwie mówi się na to „zielone teczki”, od koloru okładek. Tam jest wszystko na temat każdego sędziego sądów powszechnych. Przeszłość, sytuacja rodzinna, status członków rodziny, ich ewentualne problemy z prawem, etc. Fakty i, mówiąc potocznie, „brudy” – które ma jakieś w życiu każdy z nas – a których z żadnego innego źródła uzyskać się nie da. Ja osobiście miałem wgląd do trzech takich „zielonych teczek”, które czytałem w gabinecie ówczesnego wiceministra Łukasza Piebiaka w Ministerstwie Sprawiedliwości, za jego wiedzą i zgodą – opowiada dziennikarzom Argadiusz Cichocki.


– Minister Piebiak nie tylko mi te teczki udostępnił, ale też w korespondencji na WhatsAppie poganiał mnie do szybszego czytania – mówi. – Chcę wyraźnie zaznaczyć, że do takich teczek wgląd ma jedynie kierownictwo ministerstwa lub, ewentualnie, centralni rzecznicy dyscyplinarni, o ile złożą taki wniosek. Jednak każdy taki dostęp powinien być odnotowany oficjalnie, służbowo w systemie, na piśmie. Ja jako prezes okręgu gliwickiego mógłbym ewentualnie przeglądać takie teczki osób z mojego okręgu, ale mi udostępnione zostały służbowe, wewnętrzne dokumenty ministerstwa dotyczące np. sędziów z Wejherowa, czyli z okręgu gdańskiego. I to właśnie były te wycieki, o których mówiłem, bo celem przeglądania przeze mnie tych teczek miało być znalezienie „haków”, które pozwoliłyby na zastosowanie represji wobec tych sędziów – ujawnia. I dodaje: – Poza dyscyplinarkami możliwe było również podejmowanie wobec tychże sędziów działań dyskredytujących, czy to w mediach społecznościowych, czy w mediach związanych z rządzącymi.



Piebiak wskazuje sędziów do zwolnienia


Jak czytamy w Onecie, sędzia Cichocki w listopadzie 2017 r. został prezesem gliwickiego Sądu Okręgowego. Podczas pierwszego spotkania z Piebiakiem w MS od razu usłyszał, których sędziów funkcyjnych ma się z sądu jako nowy prezes pozbyć. – Nie było żadnych dwuznaczności, żadnego owijania w bawełnę. Podczas rozmowy wiceminister Piebiak powiedział, że bezwzględnie muszę usunąć z funkcji przewodniczącego jednego w wydziałów. Jak to ujął wiceminister, ów sędzia jest „szkodnikiem” – Onet cytuje słowa Cichockiego. – Dodał też, że oczekuje, iż „zrobię porządek” z orzekającym w SO w Gliwicach małżeństwem sędziów Wojciechem Hajdukiem (były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL – red.) i Magdaleną Balion-Hajduk. On był przewodniczącym jednego z wydziałów, zaś sędzia Balion-Hajduk pełniła funkcję zastępcy rzecznika dyscyplinarnego – relacjonuje Cichocki.


Później Cichocki dowiedział się, że wiceminister Piebiak miał osobiste porachunki z sędzią Hajdukiem. – To Hajduk bowiem, gdy był wiceministrem sprawiedliwości, odwołał Piebiaka z delegacji do ministerstwa – wyjaśnia.


To nie był jednak koniec ingerencji byłego wiceministra w kierowanie sądem w Gliwicach. – 23 kwietnia 2018 r. dostałem od niego e-mail zatytułowany „Lista szkodników”. Mam go wciąż zachowanego – mówi sędzia Cichocki. Kopię tego maila ma również Onet i OKO.press. – Byli w nim wymienieni sędziowie funkcyjni z Sądu Okręgowego w Gliwicach, których zgodnie z oczekiwaniami wiceministra powinienem zwolnić z funkcji. Łącznie, zgodnie z życzeniem wiceministra Piebiaka miało to być 21 osób – dodaje Cichocki.


Rozmówca Onetu i OKO.press zapewnia, że zwolnił z funkcji tylko dwie osoby.



Załatwianie pracy hejterce Emilii Szmydt, czyli Małej Emi


Sędzia Cichocki opowiada też, jak starał się o etat w resorcie sprawiedliwości dla hejterki Emilia Szmydt, czyli Małej Emi. – Z wypowiedzi Łukasza Piebiaka wynikało, że otrzymał od Zbigniewa Ziobry zapewnienie, że ministerstwo dysponuje pakietem etatów dla takich osób. Mogłaby ona z takiej możliwości skorzystać i dalej zajmować się działalnością, jaką już wykonuje dla ministerstwa – relacjonuje spotkanie z 22 sierpnia 2018 r. sędzia Cichocki.


– Potwierdzam, taka rozmowa była – mówi Onetowi i OKO.Press sędzia Tomasz Szmydt, były mąż Emilii, drugi świadek i uczestnik tego spotkania w gabinecie Piebiaka w gmachu MS. To sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, wówczas pracował na delegacji w ministerstwie i starał się o przejście do biura prawnego nowej, politycznie wybranej KRS. – Dostaliśmy informację od wiceministra Piebiaka, że w MS jest pula etatów na osoby, które mają się kontaktować z mediami – wyjaśnia Szmydt. – Finalnie, poza tą rozmową sprawa nie miała dalszego ciągu, bo Emilia nie została w resorcie zatrudniona.


Biuro komunikacji resortu sprawiedliwości odpowiedziało dziennikarzom, że Zbigniew Ziobro „nie zamierzał zatrudniać p. Emilii Szmidt i nie identyfikował takiej osoby”.


Czytaj też: „PiS idzie w zaparte i obsadza neo-KRS swoimi ludźmi. Ryzykuje bezpieczeństwem Polski”



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.