News

Litwa. Czy Akcja Wyborcza Polaków jest partią prokremlowską? – Świat



W reakcji z AWPL-ZChR odeszli posłanka na litewski Sejm Beata Pietkiewicz oraz zastępca mera Rejonu Wileńskiego Robert Komorowski. Już 1 kwietnia szeregi partii opuściła radna miasta Wilna Renata Renata Cytacka. Argumentowała, że Akcja Wyborcza „od kilku lat skręca nie w tą stronę co trzeba”.


Ostatecznie Jedziński zawiesił członkostwo w AWPL-ZChR, zaś władze partii odcięły się – jak napisano w oświadczeniu – „osobistego komentarza napisanego na Facebooku”. Jedziński uchodził za człowieka numer dwa w partii, po jego przewodniczącym Waldemarze Tomaszewskim.


Dlaczego AWPL-ZChR tak długo hołubiła polityka, który nigdy nie ukrywał swych prorosyjskich sympatii, a podczas wojny Ukrainy z Rosją zachował się jak sługa Putina? Rozmawiamy z wiceprzewodniczącym Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej Robertem Duchniewiczem.



„Newsweek”: AWPL-ZChR zawsze była partią prorosyjską, ale po tym, co napisał na Facebooku Zbigniew Jedziński zaczynam się zastanawiać czy partii nie infiltrują rosyjskie służby? Opowiadanie o sojuszu z Rosją to dziś niemal zdrada…


Robert Duchniewicz: Sam zastanawiam się kim on jest naprawdę i czy może być agentem Putina. Od sprawdzania tego typu rzeczy są służby. Myślę, że jeśliby pan Jedziński był agentem Kremla, to litewski wywiad czy kontrwywiad już by o tym wiedziały. Sądzę, że Zbigniew Jedziński jest, przepraszam za określenie, na tyle głupi, że nie odróżnia rzetelnych informacji od rosyjskiej propagandy. Zachowuje się jak prosty, niewykształcony mieszkaniec wsi, a nie polityk. Ogląda rosyjską telewizję, śledzi wszystkie te wciąż niestety dostępne jeszcze w Litwie rosyjskie kanały propagandowe i wierzy w to, co tam słyszy. Wielokrotnie tłumaczył, że stara się patrzeć na wszystko krytycznym okiem, ale jego ostatni wpis świadczy o tym, że zespół myślenia krytycznego niezbyt się u niego rozwinął.


Zresztą nie jest to pierwszy jego tego typu wybryk. W 2014 r., kiedy Rosja zaanektowała Krym mówił, że trzeba zbombardować Kijów. Dziwi mnie nie tyle zachowanie pana Jedzińskiego, ale to, że przez tyle lat AWPL-ZChR się go nie wyrzekła, ba! zajmował kluczowe pozycje! Przed wyborami 2020 roku Zbigniew Jedziński był politykiem numer jeden Akcji, liderem listy wyborczej AWPL-ZChR. Nie wiem, dlaczego go promowano. Przecież byli politycy lepsi od niego, bardziej doświadczeni, jak choćby Rita Tamaszuniene, była minister spraw wewnętrznych Litwy.


Wracając do pana pytania. Nie mogę wskazać, czy ktoś jest agentem Kremla albo czy jakaś partia działa na rzecz Rosji, mogę natomiast powiedzieć, że AWPL-ZChR i jej przewodniczący Waldemar Tomaszewski prowadzą bardzo nieczystą grę polityczną. Ponieważ tracą poparcie [w 2020 r. partia zdobyła tylko 3 mandaty – red.], starają się zagospodarować elektorat prorosyjski – nie tylko więc starszych wiekiem Polaków, ale i mieszkających na Litwie Rosjan.



Jak to się stało, że w czasie, kiedy Rosjanie próbują podbić Ukrainę największa partia Polaków w Litwie gra na prorosyjskich nastrojach? Polacy na Wileńszczyźnie inaczej postrzegają tę wojnę?


– Nie jest tak, że Polacy mieszkający w Litwie opowiadają się po stronie Rosji, albo że nie popierają Ukraińców. To nie jest prawda. Ludzie popierają AWPL-ZChR, bo partia ta umiejętnie gra na nastrojach nacjonalistycznych, prezentuje się jako obrończyni polskości, języka polskiego i wartości konserwatywnych. Przez lata wmawiano Polakom, że jeżeli w rejonie wileńskim czy solecznickim do władzy dojdą jakieś inne partie, niż AWPL-ZChR to zamknięte zostaną tam polskie szkoły. Ludzie uwierzyli w tę propolską propagandę partyjną, a teraz zaczynają wierzyć w to, co AWPL-ZChR mówi o sprawach międzynarodowych.


To jest bardzo niebezpieczne, gdyż w ten sposób do Polaków trafia propaganda Kremla w sprawie Ukrainy. Wyborcy AWPL-ZChR to często ludzie prości, niewykształceni, którym bardzo łatwo namieszać w głowach. Jeśli od lat uczono ich bierności, wmawiano im, że państwo, w którym mieszkają, czyli Litwa, jest nastawione przeciwko nim, to w to uwierzyli. Trudno się więc dziwić, że są bardziej narażeni na propagandę w sprawie Ukrainy. Wcześniej okazali się bardzo podatni na propagandę antyszczepionkowców.



Czy działacze Akcji Wyborczej próbują przekonywać swych wyborców, że należy sceptycznie patrzeć na poparcie Litwy dla walczącej z Rosją Ukrainy?


– Na szczęście władze AWPL-ZChR opowiedziały się po stronie Ukrainy, a samorządowcy tej partii starają się pomóc partnerskim miastom w Ukrainie. Ale ludzie, którzy na nich głosowali, mają problem z mentalnym przestawieniem się, są skonfundowani.



Czy nie jest też tak, że AWPL-ZChR odwołuje się do nostalgii za czasami Związku Sowieckiego, wciąż silnej wśród starszych wyborców?


– Częściowo tak jest. Jak już mówiłem, Akcja Wyborcza gra pod elektorat rosyjski, bo Rosjanie – podobnie jak Polacy – są znaczącą mniejszością narodową. O interesy tego elektoratu można dbać jednak w rozmaity sposób. Jeżeli Waldemar Tomaszewski przypinał sobie 9 maja do klapy wstążkę św. Jerzego [symbol prorosyjski, takie wstążki nosili separatyści na Krymie i w Donbasie – red.], to wiadomo o co chodzi. Przecież to za takim symbolami kryje się agresywna polityka Rosji wobec Ukrainy.



Takie wstążki mają teraz często przypięte żołnierze rosyjscy, którzy dopuszczają się zbrodni w Ukrainie…


– Pan Tomaszewski przez ostatnie kilka lat bronił prawa do noszenia wstążki św. Jerzego i obnosił się z nią na różnych imprezach i uroczystościach. Teraz może to się zmienić, bo pojawił się pomysł, by tego typu symboli zakazać jako nazistowskich. Projekt ustawy w tej sprawie jest już w sejmie. Nie wiem, czy zostanie przegłosowany do 9 maja, ale podejrzewam, że jeśli nie, to przewodniczący AWPL-ZChR będzie miał tę wstążkę w klapie z okazji Dnia Zwycięstwa.


Zresztą ten prorosyjski kurs to głównie jego zasługa. W 2020 roku na liście Akcji Wyborczej znaleźli się politycy z prokremlowskiego Aliansu Rosjan. Z dokumentów przekazanych nam przez litewskie służby wiemy, że cześć polityków tej rosyjskiej partii ma ścisłe powiązania z Kremlem. Tomaszewski musiał zdawać sobie z tego sprawę, bo polityką zajmuje się od lat.



Przecież to wszystko bardzo szkodzi wizerunkowi Polaków na Litwie i interesom polskiej mniejszości…


– Tomaszewski tłumaczy, że walczy o prawa mniejszości narodowych, ale to, co robi, interesom mniejszości nie służy. Co więcej, przez lata pozbywał się z partii działaczy, którzy uważali, że Akcja Wyborcza nie powinna się kojarzyć z Putinem. Owszem, AWPL-ZChR potępiła rosyjską agresją na Ukrainę, ale tylko dlatego, że nie mogła zachować się inaczej, bo cały zachodni świat ją potępił. O tym, jakie są prawdziwe nastroje w partii świadczy fakt, że reakcja na skandaliczne wpisy Jedzińskiego była, delikatne mówiąc, ostrożna. Nie został wyrzucony z partii decyzją zarządu czy kierownictwa, ale sam zawiesił swoje członkostwo. Co więcej, Czesław Olszewski – poseł, który zatrudnił Jedzińskiego jako asystenta po jego porażce wyborczej w 2020 roku, oznajmił, że każdy ma prawo do wyrażenia swego zdania.



Czy ta awantura nie skończy się rozpadem partii albo jej delegalizacją, jeśli władze litewskie stwierdzą, że AWPL-ZChR reprezentuje interesy Putina?


– Nie sądzę, że AWPL-ZChR zostanie zdelegalizowana, ale rozpadu nie wykluczałbym, choć to też nie jest takie oczywiste. Szeregi tej partii opuściła właśnie posłanka Barbara Pietkiewicz. Podobnie zachowują się też niektórzy młodzi działacze. Starzy działacze tacy jak b. szefowa MSZ Rita Tamaszuniene czy Jarosław Narkiewicz b. minister komunikacji siedzą cicho, z czego wnioskuję, że zostaną.


Nie zapominajmy, że Akcja Wyborcza żyje z tego, że włada samorządami. Synekury przekładają się na wpływy. Wielu Polaków ma pracę w lokalnej administracji i związanych z samorządami spółkach tylko dlatego, że rządzi AWPL-ZChR. Całe rodziny są zastraszane, że jak przestaną głosować na partię Tomaszewskiego, to stracą pracę.


Czytaj też: Nowa minister sprawiedliwości Litwy jest Polką. Broni LGBT, a o problemach wileńskich Polaków myśli bardzo niesztampowo



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close