News

Kurski ponad prawem drogowym, epidemicznym, nawet kościelnym. Jak prezes TVP naginał i łamał przepisy – Polityka



Kurski przekonuje, że do Paryża mógł polecieć w pełni legalnie, bo miał już wtedy status ozdrowieńca. Formalnie to prawda. Jednak właśnie to, w jaki sposób prezes TVP uzyskał status ozdrowieńca, budzi w całej sprawie największe wątpliwości. Centralny Szpital Kliniczny MSWiA poinformował, że zwrócił się do warszawskiego sanepidu z wnioskiem o uznanie Kurskiego za ozdrowieńca i zakończenie jego izolacji już dzień po teście z pozytywnym wynikiem.


W dodatku, jak donosi Onet, na jego koncie pacjenta w tajemniczych okolicznościach pojawił się fałszywy numer telefonu, co mogło uniemożliwić policji skontrolowanie, czy obywatel przebywa na kwarantannie. Z ustaleń Kamila Dziubki wynika też, że w systemie pojawił się także drugi profil Kurskiego, według którego Kurski nigdy nie chorował na COVID.


Naginanie prawa przez i dla Jacka Kurskiego to nie wyjątek, a reguła. Obecny prezes TVP w przeszłości wielokrotnie udowadniał, że jest ponad prawem. I wielokrotnie – a zwłaszcza za rządów PiS – uchodziło mu to na sucho. Poniżej przedstawiamy najbardziej znane tego przykłady.



Jacek Kurski ponad prawem medialnym


W 2016 r. „Rzeczpospolita” podała, że Kurski spóźnił się ze złożeniem dokumentów w konkursie na szefa TVP, organizowanym przez Radę Mediów Narodowych. Termin mijał 15 września 2016 r. o godz. 16. Tymczasem startujący w konkursie na prezesa Kurski pojawił się w Wydziale Podawczym Sejmu tuż przed godz. 16, a później przez ponad 20 minut kompletował dokumenty.


Dochodzenia w tej sprawie odmówiła prokuratura. Jak tłumaczyła, na kopercie nie przybito godziny, lecz datę, która się zgadza. „Problem w tym, że wszyscy inni kandydaci, którzy składali papiery tego dnia, mają godzinę zapisaną długopisem” – alarmowała „Rzeczpospolita”. Decyzję prokuratury uchylił sąd, jednak później prokuratura i tak umorzyła postępowanie.


W grudniu 2017 r. ten sam dziennik poinformował, że urzędniczka Wydziału Podawczego, która podstemplowała kilkanaście minut po 16 koperty Kurskiego, złamała prawo. Koperty były bowiem puste koperty – dopiero później Kurski miał włożyć do nich odpowiednie dokumenty.


Czytaj też: Przeszłość Jacka Kurskiego. Już kiedyś miał tendencje, żeby informację zastępować opinią


– W Wydziale Podawczym panowała nerwówka – relacjonował jeden ze świadków. – Po godz. 16 urzędniczka wychodziła na zewnątrz, by zatelefonować. Dzwonił też funkcjonariusz BOR, asystent Kurskiego i wielokrotnie sam Kurski.


Ostatecznie przyjęcie dokumentów przez urzędniczkę nadzorował osobiście sam naczelnik Wydziału Podawczego Biura Prawnego i Spraw Pracowniczych Kancelarii Sejmu, mimo że na co dzień nie pracuje w tym miejscu. Później Centrum Informacyjne Sejmu tłumaczyło, że do jego obowiązków należy „sprawowanie bieżącego nadzoru nad pracą pracowników”.


W kwietniu 2018 r. dziennik ujawnił, że elektroniczny zegar na nagraniach z monitoringu prawdopodobnie został cofnięty o kilkanaście minut.


W 2017 r. „Gazeta Stołeczna” – warszawski dodatek „Gazety Wyborczej” – opublikowała relację świadka, według którego samolot PLL LOT miał dwugodzinne opóźnienie, bo czekał na prezesa TVP. Oczekujących na lot poinformowano najpierw o 15-minutowym opóźnieniu.


– Widziałem potem, jak pasażerowie lotu do Mediolanu weszli do swojego samolotu, ale minęło jeszcze ok. pół godziny i samolot dalej czekał na płycie lotniska. W pewnym momencie przez megafon zostali kilka razy wywołani Jacek i Olgierd Kurscy, właśnie na lot do Mediolanu – relacjonował świadek zdarzenia.


Czytaj też: NIK skontrolował TVP: podróże służbowe za miliony i marnowanie pieniędzy na zbędne zakupy


Chwilę później na ruchomym chodniku pojawił się prezes TVP z chłopcem, a po tym jak weszli na pokład maszyny, samolot odleciał. Ostatecznie opóźnienie przekroczyło dwie godziny.


Co ciekawe, rok przed tym zdarzeniem lotnisko Chopina zrezygnowało z komunikatów wzywających podróżnych do odprawy, dołączając tym samym do grona tzw. cichych portów lotniczych.


Rzecznik PLL LOT jako powód opóźnienia wskazał problem techniczny. Tłumaczył też, że z tego powodu samolot wypadł z tzw. slotu (przedziału czasowego, w którym może startować, lądować lub przelecieć nad daną przestrzenią powietrzną), a przydzielenie nowego zajęło sporo czasu i wydłużyło opóźnienie. Zaprzeczył jednak informacji, że samolot czekał na jednego z pasażerów.



Kurski ponad prawem drogowym


Jacek Kurski był znany jako pirat drogowy na długo, zanim został prezesem Telewizji Polskiej. W jednym z wywiadów w RMF FM wprost przyznawał, że nie wie nawet, ile wynosi dopuszczalna prędkość w terenie zabudowanym albo na krajowej dwupasmówce.


W 2008 r. Kurski jeszcze jako poseł PiS gnał przez autostradę z Gdańska do Warszawy, podłączając się pod konwój cywilnych aut jadących na sygnale. Polityk tłumaczył później, że sądził, że jedzie za rządową kolumną. Był to jednak konwój wiozący ważnego podejrzanego. Agenci zauważyli ścigające ich auto i wezwali posiłki, obawiając się, że to próba odbicia więźnia. Ostatecznie Kurski został zatrzymany na policyjnej blokadzie drogi, ale wybronił się legitymacją poselską.


Czytaj też: Wszyscy są równi, ale PiS-owcy są równiejsi. Coraz więcej przykładów arogancji władzy


Z kolei w 2012 r. Kurski – wówczas europoseł – na trasie z Elbląga do Gdańska popełnił osiem wykroczeń drogowych. Wiemy o tym dzięki fotoreporterowi „Super Expressu”, który śledził każdy jego krok. Gdyby miał zostać za nie wszystkie ukarany, straciłby prawo jazdy. Na końcu polityka i tak złapała policja i ukarała za dwa wykroczenia.


Odkąd Kurski jest prezesem Telewizji Polskiej, ma własnego kierowcę. W 2017 r. jego limuzyna doprowadziła do wypadku, zawracając bez włączenia kierunkowskazu. „Auto wpadło do rowu i tylko łut szczęścia sprawił, że nikomu nic się nie stało” – pisał dziennik „Fakt”.


„Kurski między drzewami skrył się i obserwował drogę” – relacjonował jego rozmówca. „Czekał na drugi samochód, który nadjechał po kilkunastu minutach. Na miejscu wypadku został jego kierowca, który kierował służbowym samochodem”.


W 2020 r. czołówki gazet rozgrzał drugi ślub Jacka Kurskiego i jego nowej wybranki, Joanny Klimek. Ślub był głośny nie tylko dlatego, że brał go Kurski, ale przede wszystkim dlatego, że był to drugi ślub kościelny obojga narzeczonych. Ze swoją pierwszą żoną Jacek Kurski ożenił się w 1991 r. W 1999 był nawet z nią i dziećmi na prywatnej audiencji u Jana Pawła II.


29 lat później Kościół katolicki oficjalnie stwierdził, że para nigdy nie była małżeństwem. Kurski ślubował swojej nowej wybrance w Sanktuarium w Łagiewnikach, a w uroczystości brali udział najważniejsi politycy w państwie: prezes Jarosław Kaczyński, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki czy minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.


Czytaj też: Kaczyński wybaczył mu nawet zdradę. Dlaczego prezes tak bardzo lubi Jacka Kurskiego?


Jarosław Kurski przekonywał, że przy staraniach o uznanie poprzedniego małżeństwa za nieważne został potraktowany „tak jak wszyscy, którzy pragną sakramentalnego małżeństwa”. To więc zapewne przypadek, że dwa miesiące po jego ślubie Telewizja Polska podpisała nowe porozumienie z Episkopatem, na mocy którego w TVP1 każdego ranka transmitowana jest msza święta.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.