News

Dlaczego Orbán wygrał wybory? Przyczyny były dwie. Kluczowy był strach przed wojną – Świat



Ostateczne wyniki poznamy może nawet za kilka dni, gdy spłyną wszystkie głosy z zagranicy, ale w tej chwili najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy Fidesz będzie miał większość konstytucyjną w 199-osobowym parlamencie.


Czytaj także: „W interesie Rosji leży to, by rządził dalej”. Viktora Orbána droga od liberała do autokraty



Z Rosją robić interesy, nie wojować


O zwycięstwie Orbána zadecydowały dwa główne elementy: absolutna dominacja propagandy rządowej w mediach oraz strach obywateli przed wojną. Orbán skutecznie przekonywał wyborców, że tylko dzięki niemu Węgry nie zostały wmieszane do wojny, a kraj cieszy się – zgodnie z hasłem wyborczym – „Pokojem i bezpieczeństwem”. Opozycja zaś, wchodząc w konszachty z Ukrainą, usiłowała pchnąć Węgrów do wojny, co skończyłoby się tragicznie.


Węgrzy w pamięci mają sowiecką interwencję w roku 1956, ale może nawet bardziej zagładę dwustutysięcznej 2 Armii Honwedów nad Donem zimą 1943 roku. Z Rosją można i należy robić interesy, ale pchać się tam militarnie za nic nie wolno – takie jest przekonanie zwolenników premiera, ale nie tylko. To, że komputery węgierskiego MSZ-u zostały zhakowane przez rosyjski wywiad, a szef tego resortu Péter Szijjártó posiada nadany mu przez Siergieja Ławrowa Order Przyjaźni, nie robi raczej wrażenia na elektoracie Fideszu.


Diabelskim zagraniem władzy było też zorganizowanie równolegle z wyborami parlamentarnymi referendum w sprawie… LGBT w szkołach. Wyborcy odpowiadali na pytania, czy zgadzają się, żeby dzieci były bez wiedzy rodziców szkolone w kwestiach orientacji seksualnych, czy zgadzają się, żeby treści związane z seksualnością były prezentowane dzieciom bez ograniczeń, czy zgadzają się, żeby dzieciom prezentować w szkole informacje na temat możliwości zmiany płci. Nie trzeba być homofobem czy transfobem, żeby na takie pytania odpowiedzieć przecząco, bo mało który rodzic pragnie, by jego dziecko było bez jego wiedzy informowane o jakichkolwiek sprawach związanych z seksualnością.


Orbán na przedwyborczych wiecach powtarzał, że Węgry nie dadzą się wmanewrować w nie swoją wojnę, stąd jego veto wobec wysyłania Ukraińcom broni, a nawet transferu pomocy wojskowej przez terytorium Węgier. To, że taka wyjątkowa na tle aktywności całej Europy „neutralność” jest dzisiaj faktycznie postawą prorosyjską nie docierało do wyborców Fideszu, a z badań opinii publicznej wynikało wręcz, że ledwo połowa elektoratu tej partii jest przekonana o rosyjskiej winie, a połowa albo uważa, że zawinili Ukraińcy, albo nie ma zdania.


– To jest wojna dwóch narodów, ale to nie jest nasza wojna. W wojnie Rosji z Ukrainą Węgry są po stronie Węgier – tak mówił Orbán, tworząc u słuchaczy z jednej strony przekonanie, że obroni Węgry przed niebezpieczeństwami zewnętrznymi, z drugiej podkręcając poczucie zagrożenia i wizję wplątania Węgier w krwawy konflikt, jeśli do władzy dojdzie opozycja.



Szkodliwy były premier


Popularność u zwolenników opozycji zdobyło powiedzenie, że nadzieja tkwi w tym, iż Węgry w minionym stuleciu zawsze popierały przyszłych przegranych (państwa centralne w I wojnie światowej i III Rzeszę w II wojnie), więc obecne stanięcie de facto po stronie Rosji może wyłącznie zwiastować klęskę Moskwy w wojnie z Ukrainą.


Zjednoczona opozycja pod nazwą „Wspólnie dla Węgier” grupuje sześć partii – od lewicowców z Koalicji Demokratycznej i Węgierskiej Partii Socjalistycznej, przez liberałów i Zielonych aż po narodowców z Jobbiku. Ich kandydatem na premiera był Péter Márki-Zay, genialna odpowiedź na Orbána, bo żarliwy, praktykujący katolik, ojciec siedmiorga dzieci, 50-latek o konserwatywnych poglądach, ale tolerancyjny wobec wszelkich mniejszości etnicznych i seksualnych – wyjątkowo niewdzięczny cel ataków rządowej propagandy i mediów. Márki-Zay pokonał w prawyborach opozycji lewicowych i liberalnych kontrkandydatów, głównie burmistrza Budapesztu Gergely’a Karácsonya i Klárę Dobrev (prywatnie żonę Ferenca Gyurcsánya).


Karácsony i Dobrev mogą być popularni w Budapeszcie, ale dla tradycjonalistycznej prowincji są nie do przełknięcia, natomiast Márki-Zay, burmistrz Hódmezővásárhely, niespełna 50-tysięcznego miasta na Wielkiej Nizinie jak najbardziej. Pięćdziesięcioletni Márki-Zay urodził się właśnie w Hódmezővásárhely, więc to też dawało mu punkty za pochodzenie. Orbán pozycjonuje się jako zwykły facet z prowincji (urodził się w Székesfehérvárze, dzieciństwo spędził we wsi Felcsút), nie mógł więc oskarżać konkurenta, że przynależy do ustosunkowanych budapeszteńskich elit. A to na prowincji wygrywa się wybory, a nie w Budapeszcie.


W kampanii wyborczej Orbán i jego media atakowały głównie nie Márki-Zaya, ale stojącego na czele Koalicji Demokratycznej byłego premiera Ferenca Gyurcsánya, kreując go na prawdziwego wodza opozycji, sterującego Márki-Zayem niczym marionetką. To logiczny wybór, bo Gyurcsány ma ogromny elektorat negatywny z powodu swoich wystąpień, gdy był u władzy. To przecież od wycieku nagrania jego przemowy z konwencji Węgierskiej Partii Socjalistycznej w 2006 roku zaczęły się na Węgrzech spektakularne wielodniowe demonstracje i zamieszki. Wielu Węgrów wciąż nie może mu wybaczyć nie tylko tego, że wypowiedział słynne „Kłamaliśmy rano, kłamaliśmy w dzień, kłamaliśmy w nocy”, ale też, że nazwał Węgry „kurewskim krajem”.


Talent Gyurcsánya do konfliktogennych wypowiedzi jest groźny dla opozycji, co rozegrał Orbán na kilka dni przed wyborami. Gyurcsány w mediach społecznościowych napisał, że jeśli Węgrzy nie wyślą broni Ukrainie albo nie przepuszczą transportów przez swoje terytorium to okażą się „parszywym narodem”. Orbán natychmiast zareagował: „Nie jesteśmy parszywym narodem. Jesteśmy wspaniałym narodem.” Powiedział też otwartym tekstem, że bez rosyjskiego gazu i ropy węgierska gospodarka po trzech, czterech dniach po prostu stanie. Zresztą rosyjski gaz i ropa to nie jedyny straszak Moskwy, bo przecież jest jeszcze elektrownia atomowa w Paks nad Dunajem – zbudowana jeszcze przez ZSRR, ale ostatnio rozbudowywana i modernizowana przy pomocy Rosji i za rosyjskie wielomiliardowe kredyty.



Zachodowi świeczkę, Putinowi ogarek


Węgry są energetycznie całkowicie uzależnione od Rosji, ale gospodarczo i poniekąd militarnie także do Niemiec. Nawet 15 proc. węgierskiego PKB generują niemieckie fabryki samochodów w Győr czy Kecskemét. Poza tym Węgry zabrały się za modernizowanie swojej zacofanej technologicznie, opartej o postsowiecki sprzęt armii. Ogromne – jak na węgierską skalę – zamówienia zostały złożone w niemieckich zakładach zbrojeniowych. Węgry czekają na dostawę czołgów Leopard, bojowych wozów piechoty Lynx, haubic samobieżnych PzH 2000, a kilka dni temu pojawiła się informacja o wielkich zamówieniach amunicji do wymienionych pojazdów – oczywiście w niemieckiej firmie Rheinmetall. Większa część z 218 Lynxów ma być montowana w powstającej właśnie fabryce koło Zalaegerszeg w zachodnich Węgrzech.


Rząd Orbána nie tylko w ten sposób unowocześnia armię, ale także zabezpiecza się politycznie w Berlinie i na odcinku francuskim: Węgry kupiły od Airbus Helicopters 20 śmigłowców H145M, a w przyszłym roku zaczną się dostawy 16 sztuk… Caracali, czyli transportowych śmigłowców, z których zrezygnował Antoni Macierewicz, gdy demolował polskie wojsko jako minister obrony.


Orbán trzymał się zasady gry na dwóch frontach – wschodnim i zachodnim. Przekonany o rychłym upadku Zachodu, w Unii Europejskiej widząc impotentnego politycznie miękiszona, usiłował robić interesy z Rosją i Chinami, upatrując w nich przyszłych liderów świata. Zachód, a dokładniej Niemcy z Francuzami, dostarczając mu broń, jednocześnie miał w wizji Orbána chronić przed zakusami Brukseli chcącej ściągnąć cugle fideszowskiej władzy.



Węgrów świat nie interesuje


Oczywiście nie tylko wojna w Ukrainie przyczyniła się do zwycięstwa Fideszu, ale przede wszystkim dominacja medialna – gazety, telewizje i portale albo de facto rządowe, albo wspierające władzę stanowią ok. 80 procent rynku – a także system wyborczy. Do 199 osobowego jednoizbowego parlamentu wybiera się posłów z list krajowych (93 miejsca) oraz z jednomandatowych okręgów wyborczych (106 miejsc). To tam, gdzie są JOW-y Fidesz miał absolutną przewagę, której opozycja nie była w stanie zniwelować – prowincja rządzi się prawem nepotyzmu, wzajemnych zależności biznesowych, kandydat władzy w JOW-ie ma zawsze o wiele większe szanse na elekcję od opozycjonisty. Poza tym na prowincji często jedyne dostępne media to lokalna prasa w rękach ludzi władzy oraz telewizja publiczna.


Rezultatem zwycięstwa Orbána w niedzielnych wyborach może być polityczny izolacjonizm Węgier poddanych międzynarodowemu ostracyzmowi. Jeśli Orbán zostanie jedynym sojusznikiem Rosji w Unii Europejskiej, będzie to oznaczało klęskę polityczną w Europie, ale nie klęskę na froncie wewnętrznym. Dopóki media są w rękach władzy, a do społeczeństwa płyną gigantyczne transfery socjalne, Fidesz będzie rządził. Międzynarodowa krytyka pod adresem Węgier nie zmieni stosunku obywateli do Orbána. Węgrzy nie są raczej zaciekawieni tym, co się dzieje w świecie, wystarczy śledzić telewizję i prasę, by zrozumieć, że najważniejszym tematem jest to, co się dzieje w kraju. Można sobie wyobrazić, że Orbán będzie rządził jeszcze długie lata i żadna wojna w najbliższym sąsiedztwie, ani nawet niechęć ze strony innych krajów rozczarowanych jego proputinowską postawą tego nie zmieni. Węgrzy przyzwyczajeni są do swojego osamotnienia i osobności.



Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.

close